— Co tam słychać
— Co tam słychać u was w cieśninie, towarzyszu Beridze?
Słońce z każdym dniem przygrzewało coraz mocniej wlewając życie w zastygłą, martwą tajgę. Hałaśliwie i zgodnie zaśpiewały strumienie. Zmywały szary, zimny osad z ziemi i odsłaniały zeszłoroczne trawy. Ożyły suche gałęzie drzew. Zaszeleściły bazie olch na pozostałych z jesieni szypułkach, na białych baziach wierzb zjawiły się złociste pręciki. Południowe zbocza wzgórz zabarwiły się od liliowych i malinowych pierwiosnków. Od strony lasu dochodziły do budowy głosy ptaków i naj dźwięczniej sza ze wszystkich — pieśń sikorki.
« 654 >
Beridze objeżdżał cieśninę na swojej półdęiarówCfl
— Przyjaciele... w imię zwycięstwa nad wrogiem, w imię wspaniałego naszego dzieła musicie zwiększyć wysiłki — prosił naczelny inżynier podchodząc to do jednej, to do drugiej brygady.